Popularne posty

Szukaj na blogu

sobota, 18 marca 2017

Żegnaj Smerfuniu :(

Mru! To ja, kotka Smerfetka, wieloletnia współautorka tegoż bloga. Tym z Was, którzy mnie jeszcze nie znają, pozwolę sobie przedstawić moją osobę. Jestem białą kotką o oliwkowo- szarych oczach i podobno jestem śliczna. Urodziła mnie domowa kotka, po której odziedziczyłam urodę. W wieku mniej więcej dwóch miesięcy znalazłam nowy dom, który okazał się dla mnie istnym rajem na ziemi. Byłam kochana i rozpieszczana przez dwie panie. Często do głosu dochodził mój zadziorny charakterek odziedziczony po babci kotce, lubiłam być w centrum uwagi i zawsze musiałam postawić na swoim (czyż tak wyjątkowa osoba jak ja, nie zasługuje na wszystko, co najlepsze?). Moje Człowieczki kochałam całym serduszkiem, były dla mnie całym światem. Nie czułam się zbyt pewnie w obecności innych ludzi, a tym bardziej zwierząt. Od jakiegoś czasu musiałam jednak tolerować pod moim dachem  dwa czarno-białe kocury - Melkora i Antosia. ZWŁASZCZA Melkora, który okazał się troglodytą całkowicie pozbawionym dobrych manier. Powiedzcie sami,  jak można damie zaglądać pod ogonek i skakać na jej brzuszek, gdy niczego się nie spodziewa? Wyobrażacie to sobie? Toż to zwykła podłość! Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się  do obecności nowych współlokatorów. Trochę nawet cieszyłam się, że mój koci żywot został urozmaicony, a ja nie jestem już kocią jedynaczką (tylko nie mówcie o tym nikomu!). Po odejściu Melkora za Tęczowy Most, czułam się nieswojo. Jak tylko mogłam, próbowałam pocieszyć  moje Człowieczki po stracie. Teraz sama jestem za Tęczowym Mostem...




10. marca umarłam we śnie z powodu choroby serca. Kilka dni wcześniej nagle źle się poczułam, miałam problemy z oddychaniem, a serce waliło mi, jakby miało zamiar za chwilę eksplodować. Pojechałam do lecznicy, gdzie zrobiono mi dokładne badania. Okazało się, że jedna z komór serca była znacznie powiększona. Miałam też obniżoną temperaturę ciała. Dostałam leki i kroplówkę. Byłam bardzo słaba, ledwo chodziłam. Pomimo leczenia i chwilowej poprawy dzień przed, moje serce nie wytrzymało, po prostu przestało bić... Odeszłam w wieku 12 lat, pozostawiając swoje panie w rozpaczy i żalu. Tu, gdzie teraz jestem, jest mi dobrze, już nie cierpię... Tęsknię tylko za moimi Człowieczkami, wiem, że o one za mną też. Przeżyłam szczęśliwe, kocie życie u ich boku. Nie każdy kot ma taką możliwość... To mój ostatni wpis na blogu... Mam nadzieję, że za jakiś czas Asionia napisze kolejny post, odkrywający sekrety futerkowych indywidualistów. 




@mrruuuuu...    

3 komentarze:

  1. No i popłakałam się. Kochany kotek.
    Bardzo współczuję opiekunom, przez 13 lat to już rodzina.
    W serduszkach swoich ludzi zostaniesz na zawsze koteczku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ale to bardzo mi przykro. Byłaś piękną, przecudowna kotką. Trzymaj się cieplo maleńka

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak mi przykro... :'( Biedna kicia. Teraz na pewno jest szczęśliwa razem z innymi przyjaciółmi którzy odeszli...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...