Popularne posty

Szukaj na blogu

sobota, 16 września 2017

Kot Maciej wprowadza się do domu:)

Przedstawię Wam Macieja kota !




Fascynujący z niego facet... Całymi dniami tkwi w fotelu  i lekceważy każdą pracę.




Lecz niewątpliwą ma zaletę: gdy spływa wieczór granatowy,  on słodko mruczy wprost do ucha
najbardziej senne bossa novy...



Wykorzystano fragment utworu Hanny Banaszak :).

@mrruuuuu...

środa, 13 września 2017

Nowy blog o tematyce psychologicznej :)

Zachęcam do zapoznania  się z inną stroną mojego autorstwa Psychika - Ciało - Mózg, nie byle jaką, bo zgłębiającą tajniki naszego umysłu.




@mrruuuuu...

poniedziałek, 4 września 2017

Natura nie znosi próżni - poznajcie... Smerfetkę

Miło mi poinformować, że ponad miesiąc temu do naszego domu wprowadziła się mała koteczka o dość egzotycznej urodzie. Do złudzenia przypomina syjamsa, lecz tak naprawdę jest mieszańcem - urodziła ją zwykła, dachowa kotka. Nowa lokatorka, jak przystało na 2-miesiecznego oseska, uwielbia bawić się i psocić , wszystko ją ciekawi i wszędzie musi wetknąć swój mały, brązowy nosek.  Od razu skradła nasze serca., a jej obecność w domu wypełniła stratę po pewnej białej kotce...
Długo zastanawialiśmy się nad imieniem dla malucha. Pomysłów było wiele - Tosia, Psotka, Micia,Melkoria, Agata, Matylda, to tylko niektóre z nich. Los zadecydował jednak inaczej. Jak się okazało, poprzednia właścicielka małej syjamki, zupełnie przypadkowo nazwała ją tak samo, jak miała na imię nasza poprzednia kotka, która w tym roku odeszła za Tęczowy Most. Smerfetka. I tak już zostało. Zapewne jeszcze nie raz przeczytacie o perypetiach małej Smerfetki, która swym nowym opiekunom przysparza masę radości. Bądźcie czujni, kolejne wpisy już wkrótce!






@mrruuuuu...  

sobota, 18 marca 2017

Żegnaj Smerfuniu :(

Mru! To ja, kotka Smerfetka, wieloletnia współautorka tegoż bloga. Tym z Was, którzy mnie jeszcze nie znają, pozwolę sobie przedstawić moją osobę. Jestem białą kotką o oliwkowo- szarych oczach i podobno jestem śliczna. Urodziła mnie domowa kotka, po której odziedziczyłam urodę. W wieku mniej więcej dwóch miesięcy znalazłam nowy dom, który okazał się dla mnie istnym rajem na ziemi. Byłam kochana i rozpieszczana przez dwie panie. Często do głosu dochodził mój zadziorny charakterek odziedziczony po babci kotce, lubiłam być w centrum uwagi i zawsze musiałam postawić na swoim (czyż tak wyjątkowa osoba jak ja, nie zasługuje na wszystko, co najlepsze?). Moje Człowieczki kochałam całym serduszkiem, były dla mnie całym światem. Nie czułam się zbyt pewnie w obecności innych ludzi, a tym bardziej zwierząt. Od jakiegoś czasu musiałam jednak tolerować pod moim dachem  dwa czarno-białe kocury - Melkora i Antosia. ZWŁASZCZA Melkora, który okazał się troglodytą całkowicie pozbawionym dobrych manier. Powiedzcie sami,  jak można damie zaglądać pod ogonek i skakać na jej brzuszek, gdy niczego się nie spodziewa? Wyobrażacie to sobie? Toż to zwykła podłość! Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się  do obecności nowych współlokatorów. Trochę nawet cieszyłam się, że mój koci żywot został urozmaicony, a ja nie jestem już kocią jedynaczką (tylko nie mówcie o tym nikomu!). Po odejściu Melkora za Tęczowy Most, czułam się nieswojo. Jak tylko mogłam, próbowałam pocieszyć  moje Człowieczki po stracie. Teraz sama jestem za Tęczowym Mostem...




10. marca umarłam we śnie z powodu choroby serca. Kilka dni wcześniej nagle źle się poczułam, miałam problemy z oddychaniem, a serce waliło mi, jakby miało zamiar za chwilę eksplodować. Pojechałam do lecznicy, gdzie zrobiono mi dokładne badania. Okazało się, że jedna z komór serca była znacznie powiększona. Miałam też obniżoną temperaturę ciała. Dostałam leki i kroplówkę. Byłam bardzo słaba, ledwo chodziłam. Pomimo leczenia i chwilowej poprawy dzień przed, moje serce nie wytrzymało, po prostu przestało bić... Odeszłam w wieku 12 lat, pozostawiając swoje panie w rozpaczy i żalu. Tu, gdzie teraz jestem, jest mi dobrze, już nie cierpię... Tęsknię tylko za moimi Człowieczkami, wiem, że o one za mną też. Przeżyłam szczęśliwe, kocie życie u ich boku. Nie każdy kot ma taką możliwość... To mój ostatni wpis na blogu... Mam nadzieję, że za jakiś czas Asionia napisze kolejny post, odkrywający sekrety futerkowych indywidualistów. 




@mrruuuuu...    

niedziela, 25 września 2016

Pożegnanie Melkora :*

Witam po długim czasie  na kociolubnym blogu. Niestety, w dzisiejszym poście mam do przekazania smutną wiadomość - w tym tygodniu w środę (21. września 2016 r.) Melkor odszedł do "kociego nieba"... 


Wszystko zaczęło się na początku ubieglłego roku,  kiedy na grzbiecie Melkora zauważyliśmy niewielki garb. Weterynarz podejrzewał nowotwór. Biopsja potwierdziła jego diagnozę - mięsak złośliwy. I pozytywna wiadomość - typ nowotworu, na który zachorował Melkor, rzadko daje przerzuty na organy wewnętrzne (tj. płuca, nerki), w dodatku można go było całkowicie usunąć z zapasem zdrowej tkanki. 

 

Operacja się udała, kotek wrócił do pełni sił i mógł cieszyć się życiem. Do czasu... 
Po kilku miesiącach guz odnowił się z jednej strony na łopatce. Tym razem rokowania nie były już tak pomyślne... Guz nie kwalifikował się do operacji, zaś w przypadku zwierząt chemioterapia rzadko kiedy daje pożądane rezultaty. Melkor instynktownie rozdrapywał się na chorym grzbiecie, na którym w końcu powstała otwarta rana z gnijącą tkanką nowotworową.... 

 

Musiał nosić kubrak, codziennie był też opatrywany. Z biegiem czasu guz powoli rozrastał się, uniemożliwiając swobodne poruszanie. Kotek był coraz słabszy. Chudł w oczach, mimo że praktycznie do samego końca dopisywał mu apetyt (a zwłaszcza na ukochaną szyneczkę). W końcu trzeba było podjąć trudną decyzję odnośnie eutanazji...




Kochany Melkorku, nigdy Cię nie zapomnimy! Byłeś niezwykle mądrym, przyjacielskim kotem o ujmującej osobowości, który niejedno w swym życiu przeszedł. Przede wszystkim byłeś NASZ. Zostawiłeś po sobie pustkę i złamane serca...

  @mrruuuuu...

wtorek, 21 kwietnia 2015

Jestem Antoś :)

Witam Was, człowiekowate. Mam na imię Antoś (tak mnie nazwali) i jestem dumnym przedstawicielem gatunku Felis Catus. To mój pierwszy raz na blogu (i w ogóle pierwszy kontakt z wirtualną rzeczywistością, jak również z ludzkimi wynalazkami). Mam około 10 miesięcy i do niedawna jeszcze wiodłem żywot dzikiego kota podwórkowego, walczącego o przetrwanie. Od ponad dwóch miesięcy mieszkam w pięknym domu z trzema człowiekowatymi i dwoma kotami - Melkorem i Smerfetką. Podoba mi się tutaj - jest mi ciepło, mam gdzie spać, w dodatku regularnie dostaję świeże jedzonko. No i zyskałem nowego przyjaciela, Melkora, który opiekuje się mną niczym starszy brat, uczy nowych sztuczek, razem się bawimy i myjemy sobie futerka. Wcześniej jednak nie miałem łatwego życia...

sobota, 4 kwietnia 2015

Rademenes - jedyny taki asystent weterynarza

Źródło: https://www.facebook.com/schronisko.bydgoszcz?fref=ts

Święta za pasem, a ja po długiej nieobecności na blogu postanowiłam napisać tym razem o pewnym kocie z bydgoskiego schroniska. Rademenes, bo tak ma na imię, od pewnego czasu stał się prawdziwą maskotką placówki, ze względu na dość nietypowe zachowanie. Kocur od ponad pół roku dzielnie "asystuje" przy wszystkich zabiegach i operacjach wykonywanych w gabinecie weterynaryjnym - podnosi na duchu inne zwierzaki (również psy), przytula, a w razie potrzeby ogrzewa je własnym ciałem. O nietypowym pielęgniarzu rozpisują się gazety i internet, była również o nim mowa w telewizji m.in. w Wydarzeniach Polsatu i TVN24. 

niedziela, 21 grudnia 2014

Mała porcja informacji dla spragnionych wiedzy :)

Witam :). W dzisiejszym poście pozwolę sobie zaserwować kilka ciekawostek na temat futerkowych indywidualistów. Nie zabraknie również najnowszych fotek Melkora i Smerfetki. Wesołych Świąt! :)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

BARF- ekologiczna kama dla kotów (i nie tylko!)


Dieta BARF, która w wolnym tłumaczeniu oznacza "odpowiednie biologicznie surowe jedzenie", stanowi alternatywę dla tradycyjnego sposobu żywienia psów i kotów. Karma ta składem bardzo przypomina pożywienie, jakie zwierzę jadłoby w warunkach naturalnych, czemu zawdzięcza swoje zdrowotne właściwości. Ponoć wychodzi też o wiele taniej niż tradycyjne karmy kupowane w sklepie. Minusem jest to, że trzeba robić ją samemu, co bywa dosyć pracochłonne, ale czego nie robi się dla swojego pupila :-). Poza tym niektóre koty z wielkim oporem podchodzą do wszelkich zmian w codziennej diecie i potrzebują czasu, żeby przekonać się do nowego jedzenia, a to wymaga cierpliwości ze strony właściciela ;-). Podaję sprawdzony przepis na karmę (jej skład można udoskonalać zgodnie z zasadami żywienia BARF):

poniedziałek, 30 grudnia 2013

O czym myślą koty? Bo to, że myślą nie ulega wątpliwości :).

 No właśnie. O czym myślą nasi futerkowi indywidualiści? To pytanie zadaje sobie zapewnie niejeden miłośnik tych tajemniczych stworzeń. Kto wie, jakie zawiłe procesy zachodzą w kocim umyśle? Co myśli sobie kot, który świeżo upolowaną zdobycz przynosi właścicielowi? Albo gdy nasiusia komuś do buta? I kiedy z iście filozoficznym wyrazem pyszczka spogląda przez okno? A na dźwięk otwieranej saszetki cierpliwie czeka przy miseczce? Wielu ludzi uważa, że ów proces psychiczny, który nazywamy myśleniem, jest zarezerwowany wyłącznie dla homo sapiens. Jednak czy aby na pewno?  

sobota, 16 listopada 2013

Mała rocznica "pierwszego syknięcia"

Witam serdecznie! Tak się akurat składa, że dziś mija dokładnie rok, odkąd u mnie w domu zagościł kocurek Melkor. Smerfetka nie była tym faktem zbytnio zachwycona. Jednak można śmiało powiedzieć, że po roku znajomości relacje tych dwojga futerkowych indywidualistów zmierzają ku dobremu, choć do jawnej przyjaźni nadal im daleko ;-). 
Z okazji rocznicy zamieszczam parę wspólnych zdjęć Smerfetki i Melkora: 







Ps: I znów długo nic nie pisałam. W najbliższym czasie postaram się zamieścić kolejny tekst (o kotach, oczywiście). 


@mrruuuuu...
 

środa, 28 sierpnia 2013

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kocie rasy - Szkocki Fold

Bohaterem dzisiejszej notki jest Szkocki Fold (zwany zwisłouchym). Jak nietrudno się domyśleć, pochodzi on ze Szkocji. Rasa ta powstała niejako przez przypadek, w wyniku samoistnej mutacji. Pewnego dnia 1961 roku William Ross, zajmujący się hodowlą kotów, zauważył kociaka o zdeformowanych uszach i zaczął go dalej rozmnażać. Od tej pory Szkocki Fold zaczął się cieszyć dużą popularnością w Stanach Zjednoczonych. Nowa rasa nie została jednak oficjalnie uznana przez większość organizacji hodowlanych. Przyczyną tego faktu jest wada genetyczna, za którą odpowiada gen powodujący m.in. zniekształcenie uszu i kostnienie ogona. Część osobników, które przyszły na świat w wyniku skojarzenia dwóch Foldów, cierpiało na genetyczne wady kośćca. Z tego powodu obecnie zabrania się krycia zwisłouchej kotki tym samym zwisłouchym kocurem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...